Czarnogóra samochodem - co zobaczyć na Bałkanach - Sinjajevina

Przygotowujesz się do wakacji w Czarnogórze i zamierzasz objechać ją samochodem?

Zwiedzanie Czarnogóry samochodem to doskonały sposób na wakacje, a w naszym krótkim przewodniku postaramy się przybliżyć region Sinjajeviny i trasę, którą przebyliśmy w 2016 roku.

No to zaczynamy naszą fantastyczną podróż :)

Tym razem chcemy Was zaprosić do dalekiej Czarnogóry na wyprawę samochodem terenowym przez Sinjajevinę. To mało komu znane, na pewno bardzo rzadko odwiedzane turystycznie, a z pewnością warte zobaczenia pasmo górskie. Można to zrobić jakby przy okazji, bo odwiedzamy przecież często przepiękny Park Narodowy Gór Durmitor (o tym osobny artykuł, szczegółowo omawiający trekkingowi szlaki w Durmitorze), bywamy w znanym parku Biogradskiej Gory. To dlaczego z gór Durmitor jadąc dalej na południe nie przejechać przez Sinjajevinę właśnie? Proponowana trasa nie jest trudna, nie jest bardzo wymagająca technicznie, choć raczej dedykowana dla samochodów wyżej zawieszonych, najlepiej z napędem 4x4 i reduktorem.

Sinjajevina to teren górski, w dużej mierze płaskowyż wyniesiony na średnią wysokość około 1600 m, mniej więcej owalnego kształtu o wymiarach 45 km x 20 km, wyznaczony przez drogi łączące znany turystyczny kurort Zabljak, Durdevica Tara, Mojkovac, Kolasin, Savnik i z powrotem Zabljak. Najwyższe szczyty sięgają wysokości ponad dwóch tysięcy metrów, z najwyższym Babin Zubem 2253 m na czele. Obszar płaskowyżu jest właściwie bezleśny, z wyjątkiem stromych stoków opadających wzdłuż jego obrzeży w kierunku kanionu Tary i kanionu Moracy. Mogłoby się wydawać, że trawiasto skalisty teren, bez lasów i strzelistych szczytów wokół, może nudzić swoją monotonią. Ale w tym tkwi właśnie jego urok. Bezkres rozległych, ciągnących się aż po horyzont połonin, kręte drogi zdające się nie mieć końca to zapewne, przez duże odległości, nie raj dla piechurów, ale my, pokonując kolejne doliny, przełęcze, wzniesienia na swoich mechanicznych rumakach, czujemy się niczym odkrywcy podróżujący po amerykańskiej prerii. Tym bardziej, że ten nieziemski widok urozmaicają od czasu do czasu wolno pasące się tu konie. Obszar Sinjajeviny jest właściwie niezamieszkały. Tylko na jego obrzeżach, już w dolnej partii opadających z granicy płaskowyżu zboczy znaleźć można niewielkie wioski, czasami pojedyncze zabudowania. Na samym płaskowyżu, praktycznie jedyną zamieszkaną w naszym rozumieniu miejscowością, jest licząca parę gospodarstw Ruzica. Samo miejsce na tyle ciekawe, że warto się tu na chwilę zatrzymać, tym bardziej, że znajduje się też tu na wzniesieniu mała i ładna cerkiew Św. Wasyla. Oprócz maleńkiej Ruzicy spotkamy na płaskowyżu Sinjajeviny tylko nieliczne katuny, w części zagospodarowane przez pasterzy, w części nie używane. Ludzie są tu bardzo gościnni i jeśli tylko zatrzymamy się przy ich obejściu możemy liczyć, że zostaniemy zaproszeni na kawę, na miejscowo wyrabiany świeży ser, a czasami nawet na wypiekany na miejscu chleb. Nie zdziwmy się, jak zostaniemy, bez względu na porę dnia poczęstowani rakiją. Nawet jeszcze przed śniadaniem :) Należy pamiętać o zaopatrzeniu się w wodę, bo ujęć wody na płaskowyżu nie ma. Zapewne w razie czego można poprosić o wodę do picia w jakimś katunie, ale mieszkańcy mogą jej mieć też ograniczone zapasy.

Całość drogi, którą chcemy pokonać, liczy sobie około 65 km. Podróżujemy po płaskowyżu drogami gruntowymi na znacznej wysokości, tak więc mijane szczyty nie wydają się aż tak wyniosłe, jakby to mogło wynikać z ich rzeczywistej wysokości. Przebieg trasy oraz galerię zdjęć z trasy można sobie prześledzić na mapce. Nasza przebyta droga zaznaczona jest kolorem czerwonym. Na załączonej mapce są dwa krótkie odcinki, które są zaznaczone na niebiesko; to drogi obecne np. na Google Maps i niektórych innych mapach, ale będąc na miejscu ich nie znaleźliśmy, więc przejazdu nimi nie możemy gwarantować. Na mapce Sinjajevina za pomocą doczepionych pinezek wskazaliśmy też parę punktów, które wiernie odzwierciedlają ich rzeczywiste pozycje na trasie, a pokazują miejsca istotne, jak choćby źródło wody, z którą to na całym terenie płaskowyżu jest naprawdę bardzo krucho. Większość z pinezek ma dołączone fotografie miejsca, które możemy obejrzeć po kliknięciu na daną pinezkę. Oprócz tych zdjęć pokazujemy dodatkowo pokaz slajdów, dostępny także po kliknięciu w odpowiednia pinezkę. Charakter całej trasy, jej przebieg i klimat dobrze oddaje otworzenie tracka w pliku KML w widoku 3D w Google Earth. Plik, gdyby ktoś miał ochotę, można pobrać bezpośrednio z mapki.

Naszą podróż 4x4 rozpoczynamy na przedgórzu Durmitoru, wjeżdżając na płaskowyż z szosy biegnącej z Zabljaka do mostu Durdevica Tara nad kanionem rzeki Tary. Zaczynamy właściwie po płaskim terenie, bez większych przewyższeń, ale za to kończymy zjeżdżając wysoko z płaskowyżu serpentynami, pokonując prawie 900 metrów różnicy wzniesień, aż do szosy łączącej Mojkovac z Kolasinem. Na początku kierujemy się na Zminicko Jezero, na razie wąską, ale wygodną asfaltową drogą. Po drodze może warto zaopatrzyć się w wiktuały w lokalnym spożywczaku "Oaza" w osadzie Njegovuda, a namawiamy też zdecydowanie do zajrzenia, w oznaczone na mapce miejsce Prodaj Sira. Nigdy więcej nie mieliśmy przyjemności jeść lepszego sera niż zakupionego właśnie tam, w niepozornym domku w dole, przy szosie. Sądziliśmy też, że nad jeziorkiem Zminicko można będzie bez problemu znaleźć fajne miejsce na nocleg, ale spotkał nas zawód. Okolice jeziorka są już niestety zurbanizowane, a szlabany zakazujące wjazdu w boczne dróżki zniechęciły nas zupełnie. Samo jeziorko bardzo ładne, to dobre miejsce na krótki popas. Co do kwestii noclegu, to poza niechętnym jeziorkiem, to w sumie gdzie dusza zapragnie. Bezkres łąk, połonin, choć bez miejsc z wodą, daje pełną dowolność w tym temacie. Jedynym problemem może być znalezienie miejsca z miłą i miękką trawką, bo z racji surowego klimatu i niedoborów wody raczej wszędzie tu ostre i sztywne trawska. Jak to w górach :)

Z nad jeziorka Zminicko ruszamy dalej. Jedziemy już drogami gruntowymi, powoli wznosząc się coraz wyżej, od wysokości około 1300 metrów, aż prawie do wysokości 1800 m, parę kilometrów przed wspomnianą już Ruzicą. Po opuszczeniu lasu znajdujemy się wreszcie we właściwej scenerii płaskowyżu, w trawiasto skalnej, pofałdowanej krainie, i ten widok będzie już nam towarzyszył do końca podróży. Przejeżdżamy kolejne rozległe doliny, przekraczamy kolejne wyniosłe przełęcze. Jeżeli nie planujemy na Sinjajevinie noclegu, to na pewno należy zatrzymać się tu przynajmniej na dłuższy odpoczynek. Rozstawić stolik i krzesła, wziąć gorący prysznic w namiocie kąpielowym. Przygotować prawdziwy dwudaniowy obiad, wypić aromatyczną kawę ze śmietanką. Cóż może być przyjemniejszego. Dymka nie polecamy :)

Na całym obszarze Sinjajeviny nie ma praktycznie dróg asfaltowych, czy innych utwardzonych, z wyjątkiem nielicznych w pobliżu gór Durmitor i samego Zabljaka. Reszta to drogi gruntowe o różnej nawierzchni i w różnym stanie utrzymania i co za tym idzie o zróżnicowanej trudności. Generalnie trasy offroad. Te prowadzące z obrzeża płaskowyżu do czynnych katunów są swobodnie przejezdne, w większości także dla samochodów osobowych, choć nie można powiedzieć, że dla nich przeznaczone. Natomiast drogi leżące głębiej obszaru Sinjajeviny, które łączą pojedyncze, rozsiane po okolicy nieliczne katuny są już w zdecydowanie gorszym stanie. Widać, że są raczej rzadko użytkowane. W niższych partiach porosły trawą, czasami na tyle wysoką, że sprawia to o tyle kłopot, że trzeba wolno jechać, bo słabo widać na drodze ewentualne zbyt duże przeszkody. Wyżej znowu spotykamy luźną kamienistą nawierzchnię, która jednak nie utrudnia zbyt jazdy. Jedynie może być trochę żal opon :( Problemem dla samochodów osobowych, niżej zawieszonych mogą być występujące momentami w miarę solidne dziury i wyrwy, co zmusza do objeżdżania niektórych miejsc obok drogi. Jest też trochę podjazdów, może nie tak stromych, ale z powodu luźnej, kamienistej nawierzchni lepiej je pokonywać na spokojnie, z użyciem reduktora. W naszej ocenie nie są to drogi dla samochodów osobowych, ale z drugiej strony są na tyle offroadowo lajtowe, bez stromych podjazdów, czy niebezpiecznych trawersów, że każdy SUV, tym bardziej na oponach typu AT nie będzie miał w tych podróżach 4x4 żadnych problemów.

Podsumowując … jest tak pięknie, że musimy tutaj koniecznie wrócić :)

 


Jacek z campingshop.pl

Opinie klientów zobacz: wszystkie opinie
napisał/a: 4x4
Piękna relacja i już żałuję że nie mieliśmy tyle czasu. Dajcie proszę znać o przyszłorocznych planach .
Jacek i Renata
Pokazuje 1-1 z 1 opinii
Uwaga!
* pola wymagane Dodaj opinię